gospodarczeserwisy
  To wara
 
    Neopogańskie źródła ideologii III Rzeszy

Myliłby się ten kto by twierdził, iż twórcami ideologii III Rzeszy byli wyłącznie jej przywódcy z Adolfem Hitlerem na czele. Jej źródła sięgają dużo dalej i opierają się o ariozofię - okultystyczny neopogański system religijny, którego twórcą był Guido von List.

Według niego, w dawnych czasach rasa Atlantów zstąpiła na ziemię prosto z nieba zasiedlając zaginioną Atlantydę aż do czasu katastrofy, którą przeżył tylko jeden z mieszkańców.

Udał się on potem na tereny dzisiejszego Tybetu gdzie stał się ojcem czystej rasy Ariów. Rozprzestrzenili się oni po świecie mieszając się z rasami "gorszymi" przez co utracili swe boskie cechy.

Według Listy najczystszymi przedstawicielami rasy aryjskiej byli Niemcy. Na początku XX wieku system ten stał się popularny za naszą zachodnią granicą co zaowocowało powstawaniem wielu przeróżnych stowarzyszeń kultywujących starogermańskie praktyki i wierzenia.

W 1917 roku Rudolf von Sebottendorf założył Towarzystwo Thule, organizację która szybko stała się niezwykle popularna wśród niemieckich elit. Ideologia towarzystwa odnosiła się bezpośrednio do ariozofii a jej głównym motorem było oczyszczenie rasy aryjskiej oraz wyeliminowanie innych "gorszych" ras, przede wszystkim Żydów
Za główny symbol towarzystwa przyjęto swastykę, która w wielu wcześniejszych kulturach występowała m.in. jako symbol pomyślności.

To właśnie Towarzystwo Thule było bezpośrednim zapleczem dla Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników NSDAP, na której czele stanął Adolf Hitler zafascynowany ideologią czystości rasowej

Najwyższe kierownictwo powstałej w 1920 roku partii zostało zdominowane przez członków Towarzystwa Thule.

Należeli do niego m.in. Alfred Rosenberg, Dietrich Eckart, Gottfried Feder, Hans Frank czy Rudolf Hess. NSDAP była czymś więcej niż tylko partią polityczną.

Stała się orędownikiem nowego kultu religijnego, którego centralną postacią był Hitler, uosobienie aryjskiego Boga. Partyjne wiece bardziej przypominały uroczystości religijne przepełnione rytuałami będącymi wypaczoną formą chrześcijańskich procesji.

M.in. do celów ochrony nowej wiary powołano organizację militarną SS (Schutzstaffel - eskadra ochronna NSDAP), która zasłynęła szczególnym okrucieństwem. Jej symbolami były dwie białe runy sig na czarnym tle.

Na czele SS stało 12 generałów, którzy zbierali się na wspólne narady w sali stylizowanej na wzór dworu króla Artura przy okrągłym stole

Dowódcą SS był Heinrich Himmler bezpośrednio odpowiedzialny za eksterminację całych narodów w obozach koncentracyjnych. Himmler siedzibą SS, którego struktura wzorowana była na zakonie rycerskim uczynił średniowieczny zamek Wawelsburg, to właśnie tam przy okrągłym stole odbywały się narady 12 generałów.

Pod salą zebrań znajdowała się krypta, gdzie płonął święty ogień oraz kaplica, w której oddawano hołd krwi germańskiej.

SS stworzyło również towarzystwo Ahnenerbe, zajmujące się poszukiwaniem na całym świecie artefaktów związanych z aryjską przeszłością, świętego Graala oraz włóczni przeznaczenia, ostrzem której przebito bok Chrystusa.
Wszystko to miało zapewnić Hitlerowi moc władania światem, potęgę oraz wieczną młodość. Przedstawiciele Ahnenerbe dotarli nawet do Tybetu, który rzekomo miał być pierwszą ojczyzną aryjczyków.

Adolf Hitler owładnięty manią dążenia do władzy absolutnej w pewnym momencie rozwiązał Towarzystwo Thule a swych dawnych mentorów powsadzał do więzień lub wymordował. Nie przeszkadzało to mu jednak w kontynuowaniu odprawiania okultystycznych i neopogańskich rytuałów oraz otaczaniu się astrologami i wróżbitami.

Większość jego kluczowych decyzji militarnych podejmowana była na podstawie ich przepowiedni i horoskopów. Nie uchroniło go to jednak od ostatecznej klęski, szaleństwo nazizmu się skończyło a świat odetchnął z ulgą.
Niestety jednak wciąż pojawiają się osoby próbujące przywrócić dawny kult czystości krwi rzekomych potomków mieszkańców Atlantydy. Pozostaje mieć nadzieję, że demony przeszłości  zostały okiełzane.

Zwolennicy dzisiejszego New Age z pewnością nie zdają sobie sprawy, jak tragiczne konsekwencje może mieć zatopienie się w ezoterycznych doktrynach.



http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/DV694457.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/DV694118.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/ARP2444372.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/ARP1579447.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/ARP2347379.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/DV694235.jpeg
http://i.wp.pl/a/f/jpeg/25018/List1878PD.jpeg

Gary McKinnon, brytyjski haker, który włamał się do komputerów NASA i Pentagonu twierdzi, że Amerykanie stworzyli potajemnie kosmiczną flotę. Dowodem na to ma być znaleziona przez niego lista „nieziemskich oficerów” oraz zdjęcie tajemniczego „UFO” na orbicie Ziemi…

– Skanowałem komputery w poszukiwaniu informacji. Znalazłem arkusz w Excelu zatytułowany „Nieziemscy oficerowie”. Były tam ich nazwiska i stopnie. Była też rubryka dotycząca jakiejś „wymiany” między poszczególnymi jednostkami. Ich nazwy zaczynały się od „USS”, więc zrozumiałem, że muszą oni posiadać w kosmosie flotę – powiedział w najnowszym wywiadzie Gary McKinnon – brytyjski haker, który niedawno uciekł spod topora amerykańskich prokuratorów żądających dla niego 70 lat więzienia.

Przez 10 lat toczył sądową batalię o zablokowanie swojej ekstradycji do USA, gdzie oskarżano go o nieuprawniony dostęp do poufnych danych oraz unieruchomienie sieci komputerowej kilku ośrodków rządowych i wojskowych.

W grę wchodziła też potencjalna sensacja stulecia. Przyciśnięty do muru haker opowiedział bowiem mediom, że trafił na ślad ściśle tajnego amerykańskiego programu kosmicznego. Świadczyła o tym wspomniana lista „nieziemskich oficerów”, a także zdjęcie „UFO” na orbicie, które znalazł na komputerze należącym do NASA. Prokuratorzy z USA odgrażali mu się, że „usmażą” go za to i wtrącą na resztę życia do więzienia za cyberterroryzm.

Jak Gary zhakował Amerykę

Nim ktokolwiek usłyszał o Wikileaks czy Anonymous, pojawił się on: Gary McKinnon. Nieśmiały bezrobotny kawaler, rocznik 1966, typowy nerd używający w środowisku pseudonimu „Solo”, znalazł się nagle w centrum światowej afery, po tym, jak w marcu 2002 r. aresztowano go za włamania do amerykańskich komputerów rządowych i wojskowych.

Tamtego dnia ktoś zadzwonił do drzwi. Haker mieszkał wtedy z dziewczyną w północnym Londynie, w domu jej ciotki. Okazało się, że to policja. Parę aresztowano i zarekwirowano wszystkie znalezione w domu komputery (także te należące do znajomych McKinnona, które dla nich naprawiał). Po przesłuchaniach Solo dowiedział się, że grozi mu ekstradycja do USA. Wyszedł jednak na wolność z nakazem stawiania się na kolejne przesłuchania.

– Sformułowano siedem zarzutów umyślnego działania na szkodę i nieautoryzowanego dostępu do danych – opowiadał w wywiadzie z 2006 r. – Za każdy grozi mi 10 lat. Początkowo amerykański rząd chciał iść ze mną na ugodę. „Jeśli nie będziemy zmuszeni ubiegać się o ekstradycję i stawisz się dobrowolnie, skażemy cię tylko na 3–4 lata, które będziesz mógł w większości odsiedzieć w swoim kraju” – proponowali.

McKinnon nie miał na to ochoty, bo jak przyznał, chciano obarczyć go dodatkowo winą za kilka spraw, z którymi nie miał nic wspólnego. Po nagłośnieniu jego przypadku w brytyjskich mediach zgłosiło się wiele osób oferujących mu pomoc prawną. Jednak na nieszczęście dla Solo, w 2003 r. podpisany został Amerykańsko-Brytyjski Traktat o Ekstradycji ułatwiający wydalanie z UK tych obywateli, którzy złamali prawo w USA. W 2005 r. strona amerykańska przypomniała sobie o McKinnonie i rozpoczęła procedurę ubiegania się o jego ekstradycję, na którą później zgodził się szef brytyjskiego MSW John Reid.

Na Solo padł wtedy blady strach, dlaczego tak bardzo chciano jego głowy?

Oficjalnie chodziło o włamania do 97 (!) komputerów, skasowanie haseł i spowodowanie strat w wysokości ok. 700 tys. USD. Jego ofiarą padła m.in. Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA), Centrum Badań Kosmicznych im. Johnsona, Pentagon, a także bazy wojskowe. W arsenale marynarki w Earle (New Jersey) w rezultacie działań McKinnona przez tydzień nie działała sieć komputerowa, paraliżując flotę na Atlantyku. Po jego „odwiedzinach” przez dobę niedostępnych było także 2000 (!) komputerów należących do Waszyngtońskiego Okręgu Wojskowego.

Była też druga strona medalu.

armia-w-kosmosie

Oficerowie kosmiczni i „cygaro” na orbicie

McKinnon przyznał, że hakował komputery w poszukiwaniu informacji o wolnej energii i UFO. Zainteresował się tym jako dziecko dzięki ojczymowi, który był fanem science fiction i mieszkał niedaleko Bonnybridge uważanego za „ufologiczny biegun” Wysp Brytyjskich. Solo wybrał jednak dla swej działalności zły okres. Do komputerów włamywał się przez ok. 13 miesięcy, od początku 2001 r. Namierzono go zaś po 9/11, kiedy Amerykanie byli szczególnie wyczuleni na kwestie bezpieczeństwa.

Na temat antygrawitacji i wolnej energii, o których prawda ma być ukrywana przed społeczeństwem, nie znalazł absolutnie nic. Trafił za to na sensacyjne materiały związane (jak się niektórym początkowo wydawało) z UFO i obecnością obcych na Ziemi. Zwolennicy teorii konspiracyjnych piali z zachwytu, spekulując, że spis „nieziemskich oficerów” dowodzi, że amerykański rząd współpracuje z kosmitami i niektórych ma nawet na liście płac.

W rzeczywistości chodziło o coś zupełnie innego.

– Nazwy tej dziwnej jednostki nie można było znaleźć w sieci ani w żadnych dokumentach – mówił McKinnon. – Była tam też lista transferów ze statku na statek i floty do floty. Zwróćcie uwagę: „floty do floty”…

Solo nie zapamiętał nazwisk ani stopni „oficerów kosmicznych”. Wspominał jednak, że ich rangi „nie były normalne” (choć możliwe, że dla własnego dobra nie wyjawił pełni informacji na ten temat). Lista sugerowała, że Amerykanie rozwijają potajemnie program kosmiczny, prawdopodobnie trwający od lat i dysponujący pojazdami, przy których wahadłowce są jak Wartburgi przy bolidach F1. Dowodem to potwierdzającym było zdjęcie „UFO”, które haker znalazł na jednym z komputerów agencji NASA.

– Miałem nadzieję natknąć się na (…) latający spodek – mówił. Zamiast tego ujrzałem Ziemię. Była w odcieniach szarości. Dwie trzecie obrazu wypełniała półkula planety, a w połowie odległości między jej czubkiem a dołem ekranu było coś, co wyglądało jak typowe UFO w kształcie cygara, ale mające „kopułki” – pod spodem, od góry, po boku… Krańce cygara były leciutko spłaszczone. Nie było widać anten i spawów, niczego. Miało się wrażenie, jakby nie zbudował tego człowiek.

Zdjęcie załadowało się w ok. 75 procentach, po czym prawdopodobnie ktoś wykrył obecność McKinnona i połączenie zostało zerwane. Haker, co warto wspomnieć, korzystał z powolnego domowego modemu i wczytywanie plików graficznych mających po 300 MB zajmowało wieczność. Tymi chałupniczymi metodami przeczesał jednak wyrywkowo komputery światowego mocarstwa, zostawiając przy jednej okazji tamtejszym informatykom wiadomość: „Wasze zabezpieczenia to g****”.

armia-w-kosmosie-1

Wojny kosmiczne to rzeczywistość

McKinnon twierdził, że działał w pojedynkę i kierowała nim osobista ciekawość. Oficjalnie nie znalazł też nic ponad to, o czym była mowa, ale to wystarczyło, by wywołać sensację i zwrócić uwagę milionów ludzi, którzy wsparli hakera, kiedy upomniały się o niego Stany Zjednoczone. Dzięki swej prostolinijności McKinnon (który nie miał w sobie nic z dumnego Assange’a czy aktywisty Anonymous) zyskał sympatię Brytyjczyków, stając się symbolem oporu przeciwko Traktatowi o Ekstradycji dającemu „światowemu żandarmowi” możliwość ingerowania w wewnętrzne sprawy UK.

Amerykanie jednak nie odpuszczali. David Pannick, obrońca hakera, skarżył się mediom, że prokuratorzy z New Jersey mieli odgrażać się, że „usmażą” Solo, jeśli wpadnie w ich ręce. Było to niedopuszczalne, a McKinnon zaczął obawiać się, że trafi do Guantanamo. Niestety odwołania do Izby Lordów czy Strasburga nie dały efektu i od 2008 r. stawało się coraz pewniejsze, że jednak trafi on za kratki. Chwytając się ostatniej deski ratunku, matka hakera ogłosiła nawet, że cierpi on na zespół Aspergera i w zamknięciu może popełnić samobójstwo.

Poparcie dla McKinnona wyraziło też wiele sław jak Sting, Bob Geldof, a nawet David Cameron. Ostatecznie w 2012 r., po latach niepewności, Theresa May: brytyjska minister spraw wewnętrznych, zablokowała ekstradycję Solo. W grudniu tego samego roku Prokuratura Generalna uznała z kolei, że nie będzie on sądzony w kraju, ponieważ rzekome dowody jego winy znajdują się po drugiej stronie Atlantyku.

Wciąż otwartą sprawę jego rewelacji załatwiono iście „po angielsku”, starając się nie wyolbrzymiać zagadki „nieziemskich oficerów”. Mleko się jednak rozlało i usłyszał o tym cały świat. Zatem czy Amerykanie rzeczywiście rozwijają tajny program kosmiczny finansowany z niejawnego „czarnego budżetu” (który w samym 2012 r. objął kwotę ponad 50 mld USD)? I czy pojazdy, którymi kursują na orbitę, brane są przez ludzi za UFO? Tego oczywiście nie ma jak potwierdzić.

Co ciekawe, sam McKinnon przyznał, że kiedyś widział jakiś dziwny obiekt wysoko na niebie.

– Miałem 12–13 lat. Nie poruszało się to w linii prostej, ale bardzo nierównomiernie. Pomyślałem, że to nie może być ani meteor, ani satelita… – mówił.

A może byli to Amerykanie wysyłający poza Ziemię kolejną partię „kosmicznych Marines”?

Źródło: www.koniec-swiata.org























 
  ŁĄCZnie stronę odwiedziło już 55677 10053 odwiedzający ZNAJ DUJ OM tutaj! ƛ  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
ƛ - otwarte "ƛ" duże pochodzi z JAMAJKI