gospodarczeserwisy
  myxedema
 
Niedoczynność tarczycy nie jest odkryciem nowym. Pierwsze badania na szersza skalę nad tym gruczołem opisano w 300 stronicowej pracy na ten temat, zleconej w 1888 r. przez Londyńskie Towarzystwo Kliniczne. Dotyczyło ono schorzenia zwanego myxedema, co oznacza właśnie niedoczynność tarczycy.

Dr. Starr jest twórcą określenia: niedoczynność tarczycy typu 2 przez co nawiązuje on do cukrzycy typu 2. Analogia polega na tym, że podobnie jak w przypadku cukrzycy typu 2 organizm produkuje wystarczającą ilość insuliny ale komórki nie są w stane jej zaabsorbwać, tak samo w przypadku niedoczynności tarczycy organizm nie jest wstanie spożytkować produkowanych przez ten gruczoł hormonów. Taka sytuacja powstaje pod wpływem nagromadzonych w organiźmie toksyn, które m. in. zatrzymują pracę mieszczących się w komórce mitochondriów. Mitochondria odpowiadają za 90% potrzebnej nam do życia energii i ich ilość wraz z upływem czasu maleje a w przypadku niedoczynności tarczycy ich praca niemalże ustaje. Tego typu zjawiska nie da się stwierdzić na podstawie stosowanych dziś badań krwi.

Jeszcze w XIX w. przeprowadzono szereg eksperymentów na zwierzętach, którym usunięto tarczycę. Niezależnie od tego czy był to królik czy koń, pierwszym symptomem jaki obserwowano, była przyspieszona praca serca. Krótko później degradacji ulegał cały system immunologiczny sprawiając, że organizm zwierzęcia stawał się podatny na choroby – z chorobami serca na czele. Mimo, że odległe w czasie, wyniki tych badań były jak najbardziej wiarygodne i dla dr. Brody Barnesa stały się punktem wyjścia w znalezieniu przyczyn chorób serca u wielu własnych pacjentów. W latach 60-tych zeszłego stulecia Ameryka przeżywała wręcz epidemię chorób sercowych. Nie potrafiono znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy, ale przeprowadzono badania statystyczne aby okreslić skalę zjawiska i przez to znaleźć sposób na jego zatrzymanie. Statystyczna grupa pacjentów mających probem z sercem składała się zazwyczaj z 2 tys. osób, które były conajmniej 2 lata pod kontrolą medyczną lekarza. Średnio 72 osoby z takiej grupy umierały mimo pomocy lekarskiej, jednak z grupy dr. Barnesa zmarło jedynie 4 pacjentów. Tak dobry efekt udało mu się osiągnąć przez podawanie pacjentom naturalnych hormonów tarczycy pozyskanych od zwierząt.

Życie nawet najzdrowszego człowieka musi się kiedyś skończyć. Można przez dziesiątki lat cieszyć się dobrym zdrowiem, aż do momentu kiedy organy odmówią posłuszeństwa i człowiek nie ma innego wyjścia jak przenieść się na tamten świat. Jeśli założymy, że w człowieku podczas jego życia nic się nie zepsuje, to jedynym ograniczeniem jego długości będzie genetyka, bo nasze komórki reprodukują się tylko określoną ilość razy. Niemniej jednak każdy człowiek ma potencjał aby żyć 120-140 lat.

Jednym z objawów tego, że życie ludzkie wchodzi w swój stan schyłkowy, pierwszych jest niska temperatura ciała i jest to bezpośrednio związane z funkcjonowaniem tarczycy. Dr. Barnes odkrył ścisłą zależność pomiędzy tzw. podstawową temperaturą ciała a podstawowym jego metabolizmem. Mierzenie podstawowej temperatury ciała jest jednak znacznie dokładniejsze w porównaniu do badania podstawowego metabolizmu, co pozwola wyciągnąć konkretne wnioski na temat aktualnego stanu tarczycy. Przez lata uważano, że spadająca wraz z wiekiem temperatura ciała jest zjawiskiem naturalnym. Wśród amerykańskich lekarzy używano nawet powiedzenia: older is colder (im starszy tym zimniejszy) widząc w tym część naturalnego procesu starzenia się. Jednak dr. Barnes nie podzielał tej opinii. Przez lata następuje akumuklacja toskyn w organiźmie (w dzisiejszych czasach bardziej niż kiedykolwiek) i wszystkie one wchodzą w reakcję z tarczycą. To dlatego większość ludzi umierających na jakąś infekcję (czyli conajmniej połowa populacji) ma niski poziom hormonów tarczycy. Przez tysiące lat, z tego właśnie powodu ludzie umierali raczej w młodym wieku. Jeszcze w roku 1900, średnia wieku nie przekraczała 47 lat. Wszystko zmieniło się wraz z wynalezieniem antybiotyków, dzięki którym ludzie byli w stanie przetrwać mimo osłabionego systemu immunulogicznego.

Tarczyca kontroluje także poziom cholesterolu, ale dr. Starr uważa, że jego poziom w organiźmie niepotrzebnie się demonizuje, bo być może nie jest aż tak niebezpieczny, jak się powszechnie uważa. Teoretycznie dla zdrowia najbardziej pożądany jest niski stan cholesterolu. Jako koronny przykład jego negatywnej roli w zdrowiu człowieka, podaje się setki tysięcy badań jakie zrobiono w Austrii i Niemczech podczas II Wojny Światowej. Ponieważ ludność podczas wojny niemalże przestała jeść produkty mięsne, poziom cholesterolu spadł do swych bardzo niskich rejestrów i zanotowano najniższy procent ataków serca w historii austrackiej medycyny. Jednak dr. Barnes postrzegał ten problem zupelnie inaczej. Wiedział on dobrze, że górskie tereny Austrii są bardzo ubogie w jod i nie ma tam naturalnej metody, aby uzupełnić jego ilość w organiźmie. Tym samym dzialałnośc tarczycy szybko ulegała zakłóceniu produkując cztery razy wiecej problemów sercowych u Austriaków niż w innych krajach na świecie – mimo to nie umierali oni na atak serca. Dlaczego?? Ano dlatego, że zanim doszło do ataku serca, statystyczny Austriak szybciej umierał na gruźlicę. System immunologiczny tych ludzi był bardzo słaby, głównie ze względu na kiepską dietę i stres. Po wojnie ilość śmierci na atak serca gwałtownie wzrosła, ale w każdym z tych przypadków odkrywano w płucach chorych bakterie gruźlicy. Tym razem dieta była lepsza, ale dzięki niedoczynności tarczycy serce odmawiało posłuszeństwa wcześniej niż powstrzymywana przez mocniejszy system immunologiczny gruźlica. Tak więc rozważania nad cholesterolem, którego niski poziom ma zapobiec atakom serca, oparte są na źle zinterpretowanych przesłankach.
cdn.
 
  ŁĄCZnie stronę odwiedziło już 55677 10053 odwiedzający ZNAJ DUJ OM tutaj! ƛ  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
ƛ - otwarte "ƛ" duże pochodzi z JAMAJKI